sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział 33

Gdy przyjechał radiowóz oraz pogotowie i zajęło się ranną Camilą, Łukasz wziął trzech funkcjonariuszy po czym zaprowadził ich na miejsce porwania dziewczyny. Następnie wrócił szybko do swojego motoru po czym wsiadł na niego i odjechał w stronę szpitala, aby być przy Camili. Nawet nie wiedział czy ją lubi, ale wiedział to, że jest jej to winien za to jaką był dla niej wcześniej świnią. Policjanci w tym samym czasie wbili się do środka, ponieważ inaczej tego nazwać się nie da i przeszli do interwencji. Tak czy siak wybuchnęła strzelanina, ale na szczęście nikt na niej nie ucierpiał. Zaaresztowali pomocników Morisa oraz jego samego.
- W końcu się zjawiliście! - Wrzasnął rozwścieczony Fabian. Odzyskał przytomność jakieś niecałe 10 minut temu - Ile było można?!
- Wszystkich Was zabije! - Wrzeszczał rozwścieczony  Moris, którego zakuto w kajdanki - Nie macie pojęcia z kim zadzieracie! 
- Uspokój się i zamknij pysk - Wtrącił funkcjonariusz - Z kolegą nie rozmawiasz. sytuacja opanowana - Tym razem zwrócił się do nastolatków - Nic Wam nie jest?
- Jak widać...
- Kto wgl Was wezwał? - Zdziwił się Logan - Pewnie Sara..
- Co Ci się stało chłopcze? - Funkcjonariusz zbliżył się do Fabiana i złapał jego rękę - Jesteś ranny..
- To nic takiego.. - Szarpnął się szatyn i to był wielki błąd. Ból przeszył całą jego rękę a krew nie przestawała lecieć.
- Nic takiego? Dostałeś kulkę w ramię. To nie jest nic takiego. Musisz jechać na pogotowie.
- Nigdzie nie jadę - Odrzekł. Przypomniał sobie o Camili. Szybko pobiegł do piwnicy, ale nikogo tam nie było. Dokładnie przeszukał cały budynek, ale też nic - Kurwa! - Wrzasnął i zwrócił się do przyjaciela - Gdzie ona jest?!
- Nie wiem.. Nie mam pojęcia.. Powinna tu być.. 
- Ale jej nie ma! - Łzy zaszkliły mu całe gałki oczne i czuł jak traci oddech. Gdzie ona jest? Co jak nie żyje? Wywieźli ją...Ze złości uderzył pięścią w ścianę. Zrobił to ręką, która była postrzelona. Czuł ból i nic więcej. Zaczął krzyczeć i wyć. To było nie do zniesienia. Myślał, że zaraz odpadnie mu kończyna a on sam umrze, ale tak nie było. Z każdą następną chwilą było coraz gorzej.
- Fabian, kurwa, Ty idioto! - Logan chciał mu przyłożyć, ale ledwo się powstrzymał. Wiedział, że jego przyjaciel i tak już cierpi. Oboje przejęli się tym, że nie znaleźli Camili, ale Fabian musiał jak najszybciej trafić do szpitala. Komisarze zabrali ich ze sobą. Po ich motory przysłali innych policjantów a młodych chłopaków przewieziono do szpitala gdzie przebadał obojga lekarz. Logan przeszedł kilka badań i został wypuszczony. Siedział teraz pod ścianą i czekał na przyjaciela, kiedy ujrzał na końcu korytarza Łukasza. Zdziwiony jego obecnością, podszedł do niego.
- Co Tu robisz? - Zapytał.
- A Ty? Ja..
- Fabian został ranny - Wzruszył ramionami - Ma postrzelone ramię.
- Kurwa...
- Miałeś rację. Był tam Moris, ale Camili nigdzie nie znaleźliśmy - Posmutniał.
- O czym Ty gadasz? Przecież Camila jest tutaj..
- Co?! Co powiedziałeś?!
- No ona jest... - Pokazał ręką na drzwi za sobą, ale Logana już przy nim nie było. Brunet wpadł do sali a na jego twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Odetchnął z wielką ulgą po czym podszedł do łóżka pacjenta. Leżała na nim Camila, która najwidoczniej spała ponieważ miała zamknięte powieki.
- Camila.. - Wyszeptał i pogładził kciukiem jej policzek. Naprawdę ją kochał i cieszył się, że nic jej nie jest, że się odnalazła. Przypomniał sobie jak powiedziała na dyskotece szkolnej, że kocha Fabiana. W głowie miał niezły mętlik, ale wiedział jedno. Nie mógł dłużej z nią być. Po mimo, że była najważniejszą osobą w jego życiu, nie mógł być jej chłopakiem. Ona kochała przecież jego przyjaciela i to się liczyło. Chciał, aby była szczęśliwa bez względu na wszystko. Nawet gdyby miał cierpieć do końca życia. Jej szczęście jest najważniejsze...
Westchnął ciężko i ruszył z powrotem do wyjścia. Chciał dowiedzieć się od Łukasza jak ona się tu w ogóle znalazła.
- Lo... Logan? - Usłyszał. Obrócił się i stanął. Ich wzrok się napotkał. Miała w oczach łzy a głos jej bardzo drżał - Nie odchodź...
- Camila.. - Powtórzył jej imię i wrócił, aby złapać ją za dłoń - Tak się cieszę, że nic Ci nie jest..
- Uratował mnie.. - Wydyszała.
- Kto? Kto Cię uratował?
- On.. - Wskazała palcem przed siebie i zasnęła z wyczerpania. Przeszła dziś bardzo dużo i naprawdę potrzebowała odpoczynku. Logan tymczasem spojrzał za siebie i zobaczył swojego przyjaciela. Łukasz stał oparty o futrynę w drzwiach i wpatrywał się w nastolatka.
- Uratowałeś ją... - Powiedział raczej sam do siebie niż do niego. Był w szoku...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz