poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział 27.

Do szkoły przyjechało pogotowie i zbadało nastolatkę. Miała mało witamin i była wyczerpana. Została zwolniona z dalszych lekcji oraz odesłana do domu. W sumie nawet było jej to na rękę.
Spod szkoły odebrał ją Piter, który zawiózł ją do mieszkania.
- Wszystko w porządku Panienko?
- Tak.. Po prostu rozbolała mnie strasznie głowa - Wzruszyła ramionami.
- Może gdy wrócisz do domu, pójdziesz się położyć?
- Tak zrobię - Posłała mu lekki uśmiech i spojrzała za szybę - Mama dzwoniła?
- Tak, ale powiedziałem, że jesteś w szkole. Odezwie się wieczorem.
- Dobrze - Na miejscu, dziewczyna od razu udała się do swojego pokoju. W głowie ciągle miała ten list. Znaleźli ją. Znalazł... Jej życie jest skończone.. Wiedziała, że teraz wróci do Morisa i będzie musiała zostać jego żoną. Leżąc na łóżku, rozmyślała co powinna zrobić. Do głowy przyszedł jej tylko jeden pomysł. Przyzna się wszystkim kim tak naprawdę jest a potem wyjedzie do mamy za granicę i tam będzie pod ochroną a jej bliskim nic się nie stanie. Przyzna się ponieważ ma dość kłamstw a jej nowa tożsamość i tak nic nie zdziałała. Znaleźli ją. Wzięła do ręki telefon i zadzwoniła do mamy. Powiedziała o wszystkim i o tym, że po dyskotece szkolnej, która odbędzie się dziś pod wieczór, wróci do Hiszpanii. Dokładniej to jutro z rana wyjedzie.. Kobieta się zgodziła. Nie miała wyjścia. Camila wzięła tabletkę przeciwbólową i popiła ją zimną wodą. Po jakimś czasie pomogła. Położyła się na łóżku, ale gdy nie mogła zasnąć, wstała i postanowiła iść się przejść ostatni raz. Wyszła z domu niezauważona i szła teraz wolnym krokiem po chodniku kiedy dostrzegła w oddali Fabiana. Spojrzała tylko na niego z nadzieją, że do niej podejdzie, przywita się, że ją przytuli, ale nie odezwał się. Przeszedł obojętnie. Bardzo ją to zabolało, chociaż miał rację. Tak było o wiele lepiej. Idąc dalej, doszła do małego sklepiku. Zgłodniała więc kupiła sobie małą mufinkę, którą popiła sokiem pomarańczowym. Udała się następnie nad rzeczkę a potem do parku. Będzie tęsknić za tym miejscem, ale nie mogła postąpić inaczej. Gdy dochodziła 17:00, musiała wrócić do domu, aby przyszykować się na szkolną dyskotekę, która rozpoczynała się o 20:00. Wracała chodnikiem a za nią szedł mężczyzna w kapturze na głowie. ,, Tylko nie to '' - pomyślała. Przyśpieszyła kroku i on również. Znowu to samo. Kim on do cholery był?! W końcu zaczęła biec. Biegła i biegła a gdy obróciła się, aby zobaczyć gdzie jest jej prześladowca, zniknął. Nie było go. Stanęła oszołomiona i oddychała nierówno. Zmęczyła się. Po chwili ruszyła do przodu zderzając się z męską sylwetką i zleciała na ziemię. Mężczyzna w czarnym kapturze. Zadrżała i chciała szybko odejść, kiedy nagle chwycił ją za dłoń i siłą zaniósł ją w ciemną uliczkę, która znajdowała się niedaleko nich.
- Puszczaj! - Wrzeszczała, ale on tylko się zaśmiał.
- Nie poznajesz mnie? - Spytał.
- Nie wiem kim... - Wtedy zdjął z głowy kaptur a ona stanęła jak wryta - Moris.. - Wyszeptała. Czuła jak wokół niej robi się ciasno. Traciła grunt pod nogami.
- Witaj Camilo.. - Rzekł i chwytając ją za głowę, złożył jej pocałunek na ustach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz