sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 24.

- To są żarty? - Zakpił.
- Nie.. Jestem Camila..
- Naprawdę zwariowałaś.. Chodź, zaprowadzę Cię do domu..
- Rok temu kiedy schodziłam po schodach zagapiona w telefon, biegłeś z Fabianem i Łukaszem. Nie widzieliście mnie i się zderzyliśmy. Zleciałam ze schodów.. Od tego wszystko się zaczęło..
- To każdy już wie - Wzruszył ramionami. Dalej jej nie wierzył - Zdenerwowany tym, że jego koleżanka robiła sobie z niego kawał w taki sposób, wstał i chciał odejść.
 - Kiedy Fabian z Łukaszem mijali mnie na korytarzach bez słowa, Ty zawsze posyłałeś mi uśmieszki.. Gdy straciłam pamięć, wmawialiście mi, że się przyjaźnimy. Pamiętasz ognisko u Łukasza? Siedziałam na ławce, kiedy podszedłeś do mnie i spytałeś jak się czuje. Odpowiedziałam, że dobrze a Ty, że nie muszę się Ciebie obawiać bo przy Tobie jestem bezpieczna.. Może teraz mi uwierzysz - Odchyliła kawałek swojej bluzy z ramienia, aby było widać jej tatuaż - Spójrz. Pokazywałam go Wam kiedyś. Mówiłeś, że Ci się podoba... Trzy jaskółki.
- Powiedziałem, że..
- Świetnie do mnie pasuje - Wtrąciła - Wiem. Pamiętam...Przed chwilą był tu Łukasz! Zna prawdę. Nie mam pojęcia skąd! Nie wiem.. Nikt nie mógł się o tym dowiedzieć, ale teraz on wie więc musisz mi pomóc.. Przyjaźnicie się. Musisz go przekonać, aby nikomu tego nie mówił... - Gdy nie odpowiadał, podeszła do niego i chwyciła go za rękę - Proszę, pomóż mi .. - Wyszeptała. Szybkim ruchem zabrał swoją dłoń z dala od niej po czym wstał. 
- Nie wierzę w to.. Nie wierzę.... To niemożliwe..
- Przepraszam.. Wybacz mi!
- Wybaczyć? Mam Ci wybaczyć to, że robiłaś ze mnie idiotę?!
- To nie tak! Jakbyście znali prawdę, wszystkim nam groziłoby niebezpieczeństwo!
- Jakie niebezpieczeństwo? Dlaczego w ogóle udawałaś?! Sprawiało Ci to przyjemność? Mściłaś się w ten sposób na nas?! A może uknułaś to i specjalnie rozkochałaś w sobie mnie i Fabiana?!
- Co?
- Matko, zakochałem się w tej samej dziewczynie co mój przyjaciel... - Walnął pięścią w schody i przeklął - Zadowolona jesteś?! - Wrzasnął.
- Wiesz co? Zapomnij o tej rozmowie i o tym, że prosiłam Cię o pomoc. Najlepiej nie odzywajmy się do siebie - Zakryła usta dłonią, aby wstrzymać płacz i pobiegła w stronę drzwi mieszkania. Wbiegła do środka wpadając na Mery.
- Dziecko, co się stało?! - Spytała zdenerwowana kobieta.
- Zna prawdę.. On zna prawdę!
- Kto?
- Chłopak z mojej szkoły.. Wie, że jestem Camilą.. Jesteśmy w niebezpieczeństwie..
- Uspokój się..
- Muszę iść do pokoju.. Później zejdę.. - Wyrwała się z objęć swojej gosposi i pobiegła do pokoju.
- Camila! - Słyszała za sobą, ale miała teraz to w dupie. Wbiegła do sypialni i zamknęła za sobą drzwi na klucz. Nie chciała, aby ktokolwiek jej przeszkadzał. Zapłakana rzuciła się na łóżko. Dzwonił Fabian, ale nie odebrała tylko odrzuciła połączenia. Miała dość wszystkiego. Teraz i tak jej życie jest skończone więc co za różnica czy odbierze ten telefon czy też nie. Usłyszała pukanie dochodzące z jej okna. Zapłakana spojrzała w tamtą stronę i lekko się przestraszyła. Do ręki wzięła lampkę ze stolika i ruszyła w stronę dochodzących odgłosów.
- Kto tam? - Wrzasnęła, ale cisza. Pomyślała, że jej się przesłyszało więc wróciła z powrotem na miejsce, kiedy nagle ktoś walnął znów w szybę jej okna. Podskoczyła a lampka upadła na podłogę. Podeszła szybko do okna a po drugiej stronie ujrzała Logana. Otworzyła je a on wszedł do środka - Logan? - Zdziwiła się.
- Dlaczego udawałaś? Jakie niebezpieczeństwo miałaś na myśli? Nie ruszę się stąd puki mi wszystkiego nie powiesz.
- Ja.. Dobrze, usiądź - Usiedli oboje. Camila westchnęła ciężko - Co mam Ci powiedzieć?
- Najlepiej prawdę.. Jak było od początku..
- Wtedy w dzień wypadku, leciałam tym samolotem. Pamiętam, że słuchałam przez słuchawki muzyki, kiedy poczułam lekkie turbulencje. Nie miałam pojęcia o co chodzi więc postanowiłam się dowiedzieć, ale zamiast tego, hostessa kazała mi siedzieć spokojnie i zapiąć pas. Zrobiłam to, jak każdy. Czekaliśmy na nowe wiadomości a wstrząsy były silniejsze. Pamiętam słowa pilota ,, Proszę Państwa, musicie wiedzieć, że samolot stracił mnóstwo paliwa i najprawdopodobniej się rozbijemy ... '' Ludzie zaczęli piszczeć, krzyczeć. Ja siedziałam jak kamień. Każda część ciała mi zdrętwiała. Gdy się ocknęłam, wyciągnęłam szybko komórkę i wykręciłam numer mamy. Powiedziałam jej wszystko. Wiedziałam, że umrę a raczej byłam tego pewna więc pożegnałam się z nią, ale ona nie mogła przyjąć tego do wiadomości bo niby jak? Dziecko dzwoni do rodzica i mówi, że za chwilę umrze... Doskonale ją rozumiałam, ale nie miałam już czasu. Usiadłam skulona na swoim siedzeniu i w duchu się modliłam, abym nie cierpiała a śmierć była niewyczuwalna. Ostatnie co pamiętam to krzyki i piski wszystkich. Samolot zlatywał a ja myślałam tylko o tym, że więcej nie zobaczę bliskich mi osób...
- Jak to możliwe, że przeżyłaś? ..
- Sama nie wiem..Przez okno zdążyłam zobaczyć, że niedaleko jest jakaś wyspa.. Samolot zderzył się z wodą i cały się zalał. Raz czy dwa otworzyłam oczy. Widziałam deski, siedzenia, tonących ludzi... - Mówiła a głos jej drżał. W oczach miała łzy -  Naprawdę nie wiem jak to możliwe, że się wynurzyłam spod wody.. Ciągle się nad tym zastanawiam a kładąc się spać, zawsze modlę się do Boga i dziękuję za uratowaniem mi życia... Oprócz mnie nikt więcej nie przeżył. Dziwię się czemu akurat ja? Czasem wolałabym umrzeć i oddać swoje życie jakieś kobiecie, która miała rodzinę, męża, dzieci..  Obudziłam się w jakimś domku. Budziłam się kilkanaście razy. Otwierałam oczy żeby po chwili je z powrotem zamknąć i zasnąć. Byłam bardzo słaba. Gdy w końcu dałam radę i obudziłam się w pełni przytomna, nie miałam pojęcia gdzie jestem. Leżałam w łóżku w małej drewnianej chatce a obok mnie nikogo nie było. Po jakimś czasie, odwiedził mnie pewien chłopak. Przedstawił się jako Moris. Miał 19 lat. Bardzo ładny, ale był chory. Zakochał się we mnie a przynajmniej tak twierdził. Miał obsesje na moim punkcie więc to na pewno nie była miłość, ale jemu nic nie dało się wytłumaczyć. Był synem Fryza. Niebezpiecznego dilera.. Obiecali mi pomóc w zamian jeżeli poślubię Morisa. Zgodziłam się bo chciałam zobaczyć się z mamą, siostrą, babcią..
- Boże.. - Wyszeptał, ale nie słuchała go. Teraz ona mówiła.
- Przedstawiłam się normalnie. Byłam w szoku i nie myślałam wtedy o wymyśleniu nowego imienia.. Spędziłam tam trzy miesiące. Robił ze mną co chciał. Nawet kilka razy dziennie potrafił się ze mną kochać.. To było takie obrzydliwe. On cały był ohydny. Nie pytał się mnie czy mam ochotę na seks, tylko przyszedł do mnie, zaczął mnie całować i popychał na łóżko - Mówiąc to, trzęsła się - Gdy nie chciałam, albo odmawiałam potrafił mnie uderzyć w każdą część ciała. Nie był delikatny. Robił wszystko tak jak mu się podobało.. Pewnego dnia powiedziałam, że idę się przejść i faktycznie poszłam, ale już nie wróciłam. Nawet nie wzięłam ze sobą swoich rzeczy. Biegłam przez całą wyspę aż dotarłam do małego motelu, który zadzwonił do straży granicznej i przyjechali po mnie. Sprawdzili moje dane, zawiadomili moją matkę. Wróciłam do domu a mama nie mogła uwierzyć, że żyję. Opowiedziałam jej całą historię i wiedziałyśmy, że zaczną mnie szukać. Obaj byli chorzy. Mama dobrze zaczęła zarabiać, stała się milionerką przez współpracę z jakąś firmą. Przeszłam kilka operacji i zmieniłam wygląd. Po roku czasu postanowiłam tu wrócić. To cała historia..
- Gwałcił Cię?
- Żeby to raz...
- Nie wiedziałem.. Tak mi przykro..
- Nikt o tym nie wie. Nawet moja mama - Wzruszyła ramionami - Jesteś pierwszą i raczej ostatnią osobą, której to mówię..
- A co teraz z tym Morisem i jego ojcem? 
- Nie wiem - Wzruszyła ramionami - Nie miałam wieści o nich i bardzo się z tego cieszę, ale dziś pod szkołą stał mężczyzna w czarnym kapturze z zasłoniętą twarzą..
- A wczoraj ktoś na Ciebie napadł..  Myślisz, że to oni?
- Myślałam tak, ale to nie byli oni..
- Skąd to..
- To był Łukasz - Wtrąciła - Wczoraj ten człowiek miał na ręku czarną apaszkę z białą czaszką a dziś tą samą miał na sobie Łukasz. To musiał być on.
- Ale po co? Jaki miałby w tym sens?
- Nie wiem. Nie mam pojęcia! Nawet nie wiem skąd on wie o tym i skąd zna prawdę, ale skoro ją poznał to istnieje prawdopodobieństwo, że Moris wie gdzie jestem..
- Nie byłaś na policji?
- Oczywiście, że byłam, ale go nie znaleźli. To nie są zwykli ludzie. To mafia... - Rozpłakała się i zakryła dłońmi twarz. Logan zbliżył się do niej i mocno ją objął.
- Przepraszam za swoje zachowanie.. Będzie dobrze. Nie zostawię Cię i obiecuję, że pomogę Ci jak tylko potrafię.. Nic Ci się nie stanie. Przysięgam.. A jeżeli rzeczywiście Cię odnajdą, zrobię wszystko, aby trafili do więzienia.. Obiecuję - Powtórzył. Dziewczyna wtuliła się w niego a przez ramie spojrzała mu w oczy.
- Dziękuję - Wyszeptała i złożyła mu czuły pocałunek na ustach - Dziękuję - Powtórzyła.
- Chodź tu do mnie i nie mów nic.. - Gdy po kilkunastu minutach zasnęła z wyczerpania, złapał ją i położył do łóżka, przykrywając jej ciało kołdrą. Pocałował ją w czoło a następnie chciał odejść, kiedy Camila przebudziła się i chwyciła go za nadgarstek.
- Nie odchodź.. Zostań.. - Spojrzał na jej szklane oczy i wrócił na miejsce. Położył się przy niej a ona wtuliła się z powrotem w jego ramiona i zasnęła.
- Kocham Cię.. - Wyszeptał do jej ucha, ale ona nie słyszała. Spała. O to w sumie mu chodziło. Nie mógłby z nią być kiedy dowiedział się o tym, że to Camila.. Wiedział, że jego najlepszy przyjaciel jest w niej zakochany a ona w nim. No cóż. Chociaż spróbuje się z nią przyjaźnić. Pogładził kciukiem jej policzek i również zasnął..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz