Rozdział 12.
,, Drogi Pamiętniku!
Wróciłam. Boże, znowu tu jestem. Minął rok. Wszystko się zmieniło. Ja się zmieniłam, ale musiałam. Nie mogłam wcześniej tu przyjechać. Skomplikowana sytuacja, ale w końcu jestem i to jest najważniejsze. Tak bardzo tęskniłam za moją siostrą, babcią, przyjaciółkami... Najgorsze jest to, że nie mogę powiedzieć im prawdy, ani kim jestem. To by było dla ich niebezpieczne a nie mogę nikogo narażać... ''
Zamknęła pamiętnik i spojrzała przez szybę w oknie samochodu. Wjeżdżała do swojego rodzinnego miasteczka. Zalała ją fala wspomnień, ale szybko się otrząsnęła. Gdy dojechała na miejsce, wysiadła z pojazdu rozglądając się dookoła.
- Cieszysz się, prawda panienko? - Usłyszała za plecami. To był Piter. Jej szofer i przyjaciel w jednym.
- Tak. Nie mogę uwierzyć, że tu wróciłam - Do oczu naleciały jej łzy, jednak szybko się ich pozbyła. Piter mający około 50 lat, wyciągnął z czarnej limuzyny cztery duże bagaże nastolatki i jeden swój. W kilkanaście minut, wniósł je do pięknego, dużego mieszkania, w którym teraz zamieszkają a nastolatka wciąż stała przed domem. Jej mama kupiła to mieszkanie miesiąc temu. Najdroższe i najładniejsze w miasteczku. Znajdowało się niedaleko mieszkania, w wtórym dziewczyna kiedyś mieszkała. Specjalnie te kupiła. Chciała być blisko rodziny.. Westchnęła i powolutku weszła do środka. Była tu pierwszy raz. Dom wyglądał pięknie na zewnątrz a w środku był po prostu śliczny! Wchodząc do środka od razu znajdowałeś się w ogromnym salonie. Na suficie wisiał złoty żyrandol z różnymi ozdobami. Na ścianach wisiało mnóstwo obrazów, które były dziełami sztuki. Z prawej strony znajdowała się biała kanapa, dwa fotele, stół i kominek. Dom ten był nie do opisania!
- Kochanie! - Wrzasnęła jakaś starsza kobieta, biegnąca w stronę dziewczyny.
- Mery! - Uśmiechnęła się siedemnastolatka i rozłożyła szeroko ramiona. Była to kucharka rodzinna, która także mieszka w tym domu.
- Nareszcie dojechałaś! Jak podróż?
- Dobrze. Męcząca, ale dałam radę.
- Zaraz będzie obiad. Dla Ciebie przygotowałam specjalnie kaczkę z nadzieniem wiśniowym i frytki. Tak jak lubisz.
- Jesteś wspaniała!
- Tylko czegoś nie wiem...
- Tak?
- Jak mam się do Ciebie zwracać? Camila czy Rozalie?
- Camila już nie istnieje. Teraz jestem Rozalie i tak już zawsze zostanie. Nikt nie może poznać prawdy. Mamy wiedzieć o tym tylko ja, Ty, Piter, mama i dyrektorka szkoły..
- Oczywiście. Rozumiem. Wszystko się ułoży. Znajdą go i będziesz bezpieczna...
- Mam nadzieję - Przytuliły się a następnie Camila poszła schodami do swojego pokoju, który znajdował się na pierwszym piętrze. Był za rogiem a gdy do niego weszła, była w szoku. Był cudowny! Wspaniały! Śliczny! Brak słów! W ledwo od drzwi, znajdowało się wielkie, brązowe łoże pościelone biało-czarną kołdrą. Naprzeciwko łóżka, stała sofa pod oknem, która idealnie współgrała z odcieniem ściany. Z dwóch stron sofy, stały małe komody, na których stały dwie lampki. Z prawej strony wmurowane były dwie pary drzwi. Pierwsza prowadziła do ogromnej garderoby a druga do dużej, eleganckiej łazienki. Czwarta ściana pokoju, przeznaczona była na wielki biały fortepian oraz czarną gitarę. Camila polubiła śpiewać. Po operacjach, miała świetny głos a w Hiszpanii założyli z przyjaciółmi nawet wspólny zespół. Byli znani w tamtym kraju i sławni... Wracając do dziewczyny. Rozpakowała się a potem postanowiła pójść na spacer. Jutro zaczynała naukę w swojej dawnej szkole. Najpierw zjadła obiad a dopiero potem ubrała się cieplej i wyszła na zewnątrz. Wiał chłodny wiatr, ale nie było zimno. Szła sobie wolnym krokiem po chodniku i rozmyślała o tym co było kiedyś. Tak wiele wspomnień z tym miejscem. Nie wiedziała czy ma się cieszyć czy może płakać. Szła i szła, kiedy skręcając w prawo, nie zauważyła jadącego motoru a dokładniej cross'a i gdy tylko usłyszała pisk opon, zaczęła się drzeć. Na szczęście kierowca, zdążył zahamować. Zszedł z pojazdu i podszedł do blondynki. Camila była wkurzona.
- Jak jeździsz?! - Wrzasnęła, popychając młodego chłopaka. Ściągnął kask i spojrzał jej w oczy.
- Ja?! To Ty jak chodzisz?! Weszłaś mi pod koła wariatko! - Matko. To był on. To był Fabian.. - Co milczysz?! Mowę Ci odebrało?!
- Ja.. - Przyjrzała mu się uważnie. Miał krótsze włosy, które przefarbował na czarno, lekki zarost, urósł nawet kilka milimetrów - Masz rację. To moja wina.. Następnym razem bardziej będę uważać.
- Mam nadzieję - Warknął poirytowany i odszedł z powrotem siadając na swój motor a następie odjeżdżając. ...........
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz