Rozdział 11.
,, Czasem coś rani mnie tak, że cierpienie nie mieści się w moim ciele i czuję, że każda żyła pęka mi z bólu. Dni mijają, ale ból nie. Rano po przebudzeniu mam nadzieję, że to tylko koszmarny sen, ale to trwa bardzo krótko... Świat nie jest taki jak go malują. Domek dla lalek z rodziną, która okazuje sobie miłość istnieje tylko w sklepie z zabawkami. W prawdziwym życiu, rodzina to grupa obcych sobie ludzi walczących o przetrwanie '' - To były poranne myśli Sary. Leżała na łóżku z brakiem jakichkolwiek chęci by wstać z łóżka. Powinna być już od godziny w szkole, ale po co? Jaki to ma sens? Po co ma oglądać te wszystkie twarze? Nikt nawet by jej nie zmusił, aby poszła na lekcje. Jej babcia przestała się nią interesować. Ciągle chodziła załamana, zrozpaczona, nieobecna. Tak jakby jej nie było. Jakby jej dusza umarła a tylko ciało pozostało. Sara jej się w sumie nie dziwiła. Minęły trzy tygodnie od tego tragicznego wypadku. Odbył się pogrzeb Camili na którym była także jej matka. Przyszło prawie całe miasteczko i nikt nie mógł wciąż w to wszystko uwierzyć. Ciała dalej nie znaleziono, ale śmierć była pewna. Bez nastolatki było tak pusto... Ktoś zaczął pukać do drzwi. Sara niechętnie zwlekła się z łóżka, aby otworzyć drzwi mieszkalne. W progu stał Fabian. Dziewczyna czuła do niego nienawiść. Obwiniała go o śmierć siostry bo to przez niego wyjechała i to przez niego znalazła się w tym samolocie.
- Czego tu chcesz?! - Warknęła poirytowana jego osobą.
- Przyszedłem porozmawiać..
- Nie mamy o czym - Chciała zamknąć drzwi, ale w samą porę udało mu się jej przytrzymać.
- Myślisz, że łatwo mi z tą całą sytuacją?! Też jest mi przykro!
- Oczywiście, że jest Ci przykro bo to wszystko to Twoja wina!
- Nie mów tak! Nic nie zrobiłem!
- To Ty ją zabiłeś i to przez Ciebie wiele ludzi teraz cierpi! - Wpadł w szał. Wszedł do mieszkania a Sarę pchnął na ścianę, łapiąc ją dłonią za szyję. Zaczęła się dusić z powodu braku powietrza.
- Nic jej nie zrobiłem! - Wrzasnął ogarnięty furią.
- Bawiłeś.. się.. nią.. To.. Twoja.. Wina.. Skrzywdziłeś ją..!
- Kocham ją! - Warknął. Spojrzał na Sarę i nagle się opamiętał. Szybko ją puścił, odsuwając się od niej kilka kroków - Ja.. Przepraszam.. Nie wiem co mi się stało.. - Złapał się za głowię i szybkim krokiem opuścił mieszkanie koleżanki. Sara nabrała powietrza i po chwili znów mogła normalnie oddychać. Odkaszlnęła z ulgą, trzasnęła z całej siły drzwiami i wróciła do swojego pokoju. Po drodze zaszła zobaczyć jak się trzyma babcia. Zapukała, ale gdy nie otrzymała odpowiedzi, weszła do środka.
- Hej - Przywitała się. Kobieta nawet nie spojrzała w jej stronę - Jak się czujesz?
- Dobrze - Odpowiedziała cieniutkim, ledwie słyszalnym głosem. Dzień z dniem, traciła siły. Mało jadła, prawie nic nie piła... Na świeże powietrze rzadko wychodziła.
- Jesteś głodna? Przynieść Ci coś?
- Nie trzeba - Sara kiwnęła głową i opuściła pokój, udając się do siebie. Wiedziała, że nic by nie zyskała gdyby zaczęła marudzić i nalegać. Sama zresztą praktycznie nie jadała... Siedziała na kanapie przy samym oknie i patrzyła się w niebo. Z jej oczu zaczęły lecieć gorzkie łzy rozpaczy i tęsknoty...
MINĄŁ RÓWNY ROK.............................
Za trzy dni pierwsza rocznica śmierci Camili. Wciąż nikt nie zapomniał o tej tragedii, ale było już znacznie lepiej. Na twarzach pojawiały się uśmiechy, w sercach błyskała radość a w oczach znikał czasem smutek. Jednak im bliżej tego dnia, tym wracały straszne wspomnienia. Wciąż był olbrzymie odczuwalny brak nastolatki i tak naprawdę, niektórzy wciąż bardzo cierpią i mają nadzieję, że to tylko koszmar.
- Dokąd się wybierasz? - Spytała starsza kobieta, gotując coś w kuchni.
- Idę do Zuzy. Wrócę za godzinę - Odpowiedziała Sara z uśmiechem na twarzy a staruszka go odwzajemniła. Dziewczyna opuściła mieszkanie w pośpiechu, natomiast starsza kobieta obróciła się plecami do wyjścia i wróciła do gotowania. Z jej oczu zaczęły lecieć łzy smutku..
W TYM SAMYM CZASIE...
Siedziałam przed lustrem i czesałam swoje długie, kręcone, blond włosy. Wciąż nie mogłam przyzwyczaić się do swojego wyglądu.Zmieniłam praktycznie w sobie wszystko z wyjątkiem jednej rzeczy. Na prawym ramieniu miałam malutki tatuaż w kształcie trzech ptaszków a dokładniej to jaskółek. Zrobiłam go sobie równo na 16 urodziny i jest moją pamiątką. To jedyna rzecz jaka pozostała po mnie..
- Jesteś gotowa? - Spytała mnie mama wchodząc do mojego pokoju. Obróciłam głowę w jej stronę z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Jestem - Odpowiedziałam. Podeszła do mnie i mocno mnie objęła, dając całusa w policzek.
- Piter z Tobą jedzie. Będzie Cię pilnować.
- Przecież Mery też ze mną będzie.
- Im więcej ludzi tym lepiej - Uśmiechnęła się - No dobrze. Szykuj się i zejdź na dół - Kiwnęłam posłusznie głową a ona opuściła pomieszczenie, zamykając za sobą drzwi. Westchnęłam ciężko i spojrzałam ponownie w lustro. Nigdy bym siebie nie rozpoznała.. Do lustra przyklejone były różne zdjęcia. Wzięłam jedno do ręki i koniuszkami palców, przejechałam po fotografii. ,, Fabian '' pomyślałam. Cieszyłam się, że go zobaczę, oraz innych moich znajomych, rodzinę.
- Jestem gotowa - Szepnęłam sama do siebie, po czym rozejrzałam się po pokoju, chwyciłam za swoją małą, podróżną walizeczkę i opuściłam pomieszczenie, udając się do salonu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz